Przemówienie
powitalne Benedykta XVI Warszawa, Lotnisko Okęcie,
25.05.2006
Panie
Prezydencie,
Szanowni
Panowie i Panie,
Czcigodni
Kardynałowie i Bracia w biskupstwie
Drodzy
Bracia i Siostry w Chrystusie!
Cieszę
się, że mogę dzisiaj być pośród was na ziemi Rzeczypospolitej Polskiej.
Bardzo pragnąłem tej wizyty w Kraju i pośród ludu, z którego wywodził się
mój umiłowany Poprzednik, Sługa Boży Jan Paweł II. Przybyłem, aby przejść
jego śladami, prześledzić drogę jego życia od dzieciństwa, aż do wyjazdu
na niezapomniane konklawe 1978 roku. Na tej drodze chciałbym spotkać i lepiej
poznać pokolenia wierzących, które wydały go do służby Bogu i Kościołowi,
jak też te, które zrodziły się i wzrastały dla Pana pod duchowym kierunkiem
tego kapłana, biskupa i papieża. Temu naszemu wspólnemu wędrowaniu będzie
towarzyszyło motto: "Trwajcie mocni w wierze". Mówię o tym zaraz na
początku, aby było jasne, że nie jest to tylko podróż sentymentalna, choć
i to ma swoje znaczenie, ale wędrówka wiary, wpisana w misję, jaką powierzył
mi Pan w osobie Piotra apostoła, który został powołany, aby utwierdzać
braci w wierze (por. Łk 22, 32). Ja również pragnę zaczerpnąć z obfitego
źródła waszej wiary, które bije nieprzerwanie od ponad tysiąca lat.
Witam
Pana Prezydenta i serdecznie dziękuję za słowa, z jakimi zwrócił się do
mnie w imieniu władz Rzeczypospolitej i Narodu. Pozdrawiam Księży Kardynałów,
Arcybiskupów i Biskupów. Pozdrowienie kieruję również do Pana Premiera i całego
Rządu, do przedstawicieli Sejmu i Senatu, członków Korpusu Dyplomatycznego
wraz z jego Dziekanem, Nuncjuszem Apostolskim w Polsce. Cieszę się z obecności
Władz lokalnych, z Prezydentem Warszawy. Pragnę skierować pozdrowienie również
do przedstawicieli Kościoła prawosławnego, Kościoła
ewangelicko-augsburskiego i innych Kościołów i Wspólnot kościelnych.
Pozdrowieniem tym obejmuję również wspólnotę żydowską i wyznawców
islamu. W końcu z serca pozdrawiam cały Kościół w Polsce: kapłanów, osoby
konsekrowane, alumnów seminariów, wszystkich wierzących, a zwłaszcza
chorych, młodzież i dzieci. Proszę, abyście mi towarzyszyli w myślach i w
modlitwach, aby ta podróż była owocna dla nas wszystkich i przyniosła pogłębienie
i umocnienie naszej wiary.
Powiedziałem,
że podczas tej podróży do Polski będę wędrował śladami życia i
pasterskiej posługi Karola Wojtyły, do miejsc, które nawiedził jako Papież
pielgrzym w swojej ojczyźnie. Postanowiłem zatem zatrzymać się w dwóch
miastach tak bardzo drogich Janowi Pawłowi II: w Warszawie stolicy Polski,
i w Krakowie jego stolicy arcybiskupiej. W Warszawie spotkam się z kapłanami,
z różnymi niekatolickimi Kościołami i Wspólnotami kościelnymi, jak również
z Władzami państwowymi. Mam nadzieję, że te spotkania przyniosą obfite
owoce dla naszej wspólnej wiary i dla rzeczywistości społecznej i
politycznej, w jakiej żyją dzisiaj mężczyźni i kobiety. Jest przewidziany
krótki pobyt w Częstochowie i spotkanie z przedstawicielami zakonników i
zakonnic, z seminarzystami i członkami ruchów kościelnych. Łaskawe
spojrzenie Maryi będzie towarzyszyło naszemu wspólnemu pogłębianiu wiernej
więzi z Chrystusem, Jej Synem. Następnie zatrzymam się w Krakowie, aby stamtąd
udać się do Wadowic i Kalwarii, a potem do Łagiewnik i do katedry na Wawelu.
Wiem dobrze, że były to miejsca umiłowane przez Jana Pawła II, ponieważ były
związane z jego wzrastaniem w wierze i posługą duszpasterską. Nie zabraknie
też spotkania z chorymi i cierpiącymi w miejscu chyba najbardziej odpowiednim
w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Nie może mnie też
zabraknąć, gdy młodzi zgromadzą się na wieczornym modlitewnym czuwaniu. Chętnie
spotkam się z nimi, by ucieszyć się świadectwem ich młodej i żywej wiary.
W niedzielę spotkamy się na Błoniach na uroczystej Mszy św. dziękczynienia
za pontyfikat mojego umiłowanego Poprzednika i za wiarę, w której zawsze nas
umacniał słowem i przykładem życia. Na koniec udam się do Auschwitz. Tam
pragnę spotkać przede wszystkim tych, którzy przeżyli, ofiary nazistowskiego
terroru pochodzące z różnych narodów, które przecierpiały nieludzki ucisk.
Wszyscy razem będziemy modlić się, aby rany minionego stulecia zostały
uleczone dzięki lekarstwu, jakie wskazuje nam dobry Bóg, wzywając nas do
wzajemnego przebaczenia, i jakie nam daje w tajemnicy swego miłosierdzia.
"Trwajcie
mocni w wierze" oto motto tej podróży apostolskiej. Bardzo bym chciał,
aby te dni przyniosły umocnienie w wierze nam wszystkim wiernym Kościoła,
który jest w Polsce, i mnie samemu. Dla tych, którym brak łaski wiary, ale
mają serca pełne dobrej woli, ta wizyta niech będzie czasem braterstwa, życzliwości
i nadziei. Te odwieczne wartości człowieczeństwa stanowią trwały fundament
pod budowę lepszego świata, w którym każdy mógłby znaleźć dobrobyt
materialny i szczęście duchowe. Tego życzę całemu narodowi polskiemu. Dziękując
raz jeszcze Panu Prezydentowi i Episkopatowi Polski za zaproszenie, sercem
obejmuję wszystkich Polaków i proszę ich o towarzyszenie mi modlitwą na tej
drodze wiary.
Przemówienie
Benedykta XVI
podczas
spotkania z duchowieństwem
Warszawa, Archikatedra św. Jana,
25.05.2006
Na
samym początku składam dzięki Bogu mojemu przez Jezusa Chrystusa za was
wszystkich... Gorąco bowiem pragnąłem was zobaczyć, aby wam użyczyć nieco
daru duchowego dla waszego umocnienia, to jest abyśmy się u was nawzajem
pokrzepili wspólną wiarą waszą i moją (Rz 1, 8-12).
Tymi
słowami zwracam się do was, drodzy kapłani, ponieważ dobrze oddają one moje
dzisiejsze uczucia i myśli, pragnienia i modlitwy. W sposób szczególny
pozdrawiam Kardynała Józefa Glempa, Arcybiskupa Warszawy i Prymasa Polski, i
składam mu najserdeczniejsze gratulacje z okazji 50. rocznicy Święceń kapłańskich,
która przypada właśnie dziś. Przybywam do Polski, do umiłowanej ojczyzny
mojego wielkiego poprzednika Jana Pawła II, aby tak jak on miał w zwyczaju
zaczerpnąć z tego klimatu wiary, jakim żyjecie, oraz aby wam użyczyć
nieco daru duchowego dla waszego umocnienia. Ufam, że moje pielgrzymowanie w
tych dniach pokrzepi naszą wspólną wiarę waszą i moją.
Spotykam
się z wami dzisiaj w archikatedrze warszawskiej, której każdy kamień
przypomina bolesne dzieje waszej stolicy i waszego kraju. Na jak wielkie próby
byliście wystawiani w nie tak dawnych czasach! Pamiętajmy o heroicznych świadkach
wiary i ufności, którzy oddali swe życie Bogu i ludziom, o kanonizowanych świętych
i o zwyczajnych ludziach, którzy pozostali prawi, autentyczni i dobrzy, nie
ulegając zwątpieniu, nie tracąc wiary. W tej katedrze szczególnie wspominam
Sługę Bożego kardynała Stefana Wyszyńskiego, którego nazywacie Prymasem
Tysiąclecia, który zawierzając siebie Chrystusowi i Jego Matce
umiał wiernie służyć Kościołowi nawet pośród długotrwałych, bolesnych
doświadczeń. Z uznaniem i wdzięcznością wspominamy tych, którzy nie
ulegali siłom ciemności. Uczymy się od nich odwagi, konsekwencji i wytrwałości
w dochowaniu wierności Ewangelii.
Spotykam
się dziś z wami, kapłanami, których Chrystus powołał, abyście Mu służyli
w nowym tysiącleciu. Zostaliście z ludzi wzięci, ustanowieni w sprawach
odnoszących się do Boga, abyście składali dary i ofiary za grzechy (por. Hbr
5, 1). Wierzcie w moc waszego kapłaństwa! Na mocy przyjętego sakramentu
otrzymaliście wszystko to, czym jesteście. Gdy wypowiadacie słowo ja
czy moje (Ja ci odpuszczam... To jest bowiem ciało moje...), czynicie
to nie w swoim imieniu, ale w imieniu Chrystusa (in persona Christi), który
zapragnął posłużyć się waszymi ustami i rękami, waszą ofiarnością i
talentem. Poprzez liturgiczny znak nałożenia rąk w obrzędzie święceń,
Chrystus wziął was w swoją szczególną opiekę. Jesteście ukryci w Jego dłoniach
i w Jego Sercu. Zanurzcie się w Jego miłość i oddajcie Mu waszą! A odkąd
wasze ręce zostały namaszczone olejem, znakiem Ducha Świętego, zostały
przeznaczone na służbę Pana jako Jego ręce w dzisiejszym świecie. Nie mogą
już służyć egoizmowi, ale powinny nieść światu świadectwo o miłości
samego Boga.
Wielkość
Chrystusowego kapłaństwa może przerażać. Jak św. Piotr możemy wołać:
Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny (Łk 5, 8), bo z
trudem przychodzi nam uwierzyć, że to właśnie nas Chrystus powołał. Czy
nie mógł On wybrać kogoś innego, bardziej zdolnego, bardziej świętego? A właśnie
na każdego z nas padło pełne miłości spojrzenie Jezusa, i temu Jego
spojrzeniu trzeba zaufać. Nie ulegajmy pokusie pośpiechu, a czas oddany
Chrystusowi w cichej, osobistej modlitwie niech nie wydaje się czasem
straconym. To właśnie wtedy rodzą się najwspanialsze owoce duszpasterskiej
posługi. Nie trzeba się zrażać tym, że modlitwa wymaga wysiłku, że
podczas niej zdaje się, że Jezus milczy. On milczy, ale działa. Odnośnie do
tego chciałbym wspomnieć przeżycie z ubiegłego roku w Kolonii. Byłem wówczas
świadkiem głębokiego, niezapomnianego milczenia miliona młodych ludzi, w
momencie adoracji Najświętszego Sakramentu! To modlitewne milczenie nas
zjednoczyło, podniosło na duchu. Świat, w którym jest tak wiele hałasu, tak
wiele zagubienia, potrzebuje milczącej adoracji Jezusa, ukrytego w hostii.
Trwajcie w modlitwie adoracji i uczcie wiernych tej modlitwy. W niej znajdą
pocieszenie i światło przede wszystkim ludzie strapieni.
Wierni
oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka
z Bogiem. Nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach ekonomii,
budownictwa czy polityki. Oczekuje się od niego, by był ekspertem w dziedzinie
życia duchowego. Dlatego, gdy młody kapłan stawia swoje pierwsze kroki,
potrzebuje u swego boku poważnego mistrza, który mu pomoże, by nie zagubił
się pośród propozycji kultury chwili. Aby przeciwstawić się pokusom
relatywizmu i permisywizmu nie jest wcale konieczne, aby kapłan był
zorientowany we wszystkich aktualnych, zmiennych trendach; wierni oczekują od
niego, że będzie raczej świadkiem odwiecznej mądrości, płynącej z
objawionego Słowa. Dbanie o jakość osobistej modlitwy oraz o dobrą formację
teologiczną owocuje w życiu. Życie pod wpływem totalitaryzmów mogło zrodzić
nieuświadomioną tendencję do ukrywania się pod zewnętrzną maską, a w
konsekwencji do ulegania jakiejś formie hipokryzji. Oczywiste jest, że to nie
służy autentyczności braterskich relacji i może prowadzić do przesadnej
koncentracji na sobie samych. W rzeczywistości osiąga się dojrzałość
uczuciową, gdy serce lgnie do Boga. Chrystus potrzebuje kapłanów, którzy będą
dojrzali, męscy, zdolni do praktykowania duchowego ojcostwa. Aby to nastąpiło,
trzeba rzetelności wobec siebie, otwartości wobec kierownika duchowego i ufności
w miłosierdzie Boże.
Podczas
Wielkiego Jubileuszu Jan Paweł II wielokrotnie wzywał wiernych do pokuty za
przeszłe niewierności. Wierzymy, że Kościół jest święty, ale są w nim
ludzie grzeszni. Trzeba odrzucić chęć utożsamiania się jedynie z
bezgrzesznymi. Jak mógłby Kościół wykluczyć ze swojej wspólnoty ludzi
grzesznych? To dla ich zbawienia Chrystus wcielił się, umarł i zmartwychwstał.
Trzeba więc uczyć się szczerze przeżywać chrześcijańską pokutę.
Praktykując ją, wyznajemy własne indywidualne grzechy w łączności z
innymi, wobec nich i wobec Boga. Trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów
minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i w innych okolicznościach.
Potrzeba pokornej szczerości, by nie negować grzechów przeszłości, ale też
nie rzucać lekkomyślnie oskarżeń bez rzeczywistych dowodów, nie biorąc pod
uwagę różnych ówczesnych uwarunkowań. Ponadto wyznaniu grzechu
confessio peccati, aby użyć określenia św. Augustyna, winno zawsze
towarzyszyć też confessio laudis wyznanie chwały. Prosząc o przebaczenie
zła popełnionego w przeszłości, powinniśmy również pamiętać o dobru, które
spełniło się z pomocą łaski Bożej, która choć złożona w glinianych
naczyniach, przynosiła błogosławione owoce.
Dzisiaj
Kościół polski stoi przed wielkim wyzwaniem, jakim jest duszpasterska troska
o wiernych, którzy Polskę opuścili. Plaga bezrobocia zmusza wiele osób do
wyjazdu za granicę. Jest to zjawisko o ogromnej skali. Gdy rodziny są przez to
rozdzielone, gdy rwą się więzi społeczne, Kościół nie może być obojętny.
Trzeba, aby wyjeżdżającym towarzyszyli kapłani, którzy w łączności z
lokalnymi Kościołami podejmą pracę duszpasterską wśród emigracji. Kościół
w Polsce dał już wielu księży i wiele sióstr, którzy posługują, nie
tylko Polakom poza granicami kraju, ale również na misjach, nieraz w bardzo
trudnych warunkach, w Afryce, w Azji, w Ameryce Łacińskiej i innych regionach.
Nie zapominajcie, drodzy kapłani, o tych misjonarzach. Dar licznych powołań,
jakim Bóg pobłogosławił wasz Kościół, powinien być przyjmowany w duchu
prawdziwie katolickim. Kapłani polscy, nie bójcie się opuścić wasz
bezpieczny i znany świat, by służyć tam, gdzie brak kapłanów i gdzie wasza
wielkoduszność przyniesie wielokrotne owoce!
Trwajcie
mocni w wierze! Również wam powierzam to motto mojej pielgrzymki. Bądźcie
autentyczni w waszym życiu i posłudze. Wpatrzeni w Chrystusa, żyjcie życiem
skromnym, solidarni z wiernymi, do których jesteście posłani. Służcie
wszystkim, czekajcie na nich w parafiach i w konfesjonałach, towarzyszcie nowym
ruchom i wspólnotom, wspierajcie rodziny, nie traćcie więzi z młodzieżą,
pamiętajcie o ubogich i opuszczonych. Gdy będziecie żyli wiarą, Duch Święty
wam podpowie, co macie mówić, jak macie służyć. Będziecie mogli zawsze
liczyć na pomoc Tej, która przewodzi Kościołowi w wierze. Zachęcam was, abyście
zawsze wzywali Ją słowami, które dobrze znacie: Jestem przy Tobie, pamiętam,
czuwam. Wszystkim wam błogosławię.
Spotkanie
ekumeniczne
Warszawa, 25.05.2006
Drodzy
Bracia i Siostry w Chrystusie!
Łaska
wam i pokój od Tego, Który jest i Który był, i Który przychodzi (...) i od
Jezusa Chrystusa, Świadka Wiernego, Pierworodnego [wśród] umarłych i Władcy
królów ziemi" (Ap 1, 4-5). Słowami z Księgi Apokalipsy, którymi święty
Jan pozdrawiał siedem Kościołów Azji, pragnę powitać serdecznie wszystkich
tu zgromadzonych, przede wszystkim przedstawicieli Kościołów i Wspólnot kościelnych
zrzeszonych w Polskiej Radzie Ekumenicznej. Księdzu Arcybiskupowi Jeremiaszowi
z Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego dziękuję za skierowane do mnie
przed chwilą pozdrowienie i słowa duchowej łączności. Pozdrawiam księdza
Arcybiskupa Alfonsa Nossola, Przewodniczącego Rady ds. Ekumenizmu Konferencji
Episkopatu Polski.
Gromadzi
nas dzisiaj pragnienie spotkania, by we wspólnej modlitwie oddać chwałę i
cześć naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi: Temu, który nas miłuje i który
przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów, i uczynił nas królestwem
kapłanami dla Boga i Ojca swojego" (Ap 1, 5-6). Jesteśmy wdzięczni
naszemu Panu, że jednoczy nas, udziela nam swego Ducha, pozwala wspólnie
pomimo tego, co jeszcze nas dzieli wołać: Abba, Ojcze". Jesteśmy
przeświadczeni, że On sam wstawia się nieustannie za nami i prosi: oby się
tak zespolili w jedno, by świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich
umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś" (J 17, 23). Wraz z wami dziękuję
za dar tego spotkania i wspólnej modlitwy. Upatruję w nim jeden z etapów
realizacji mocnego postanowienia, które uczyniłem na początku mego
pontyfikatu, że sprawą priorytetową w mojej posłudze będzie przywrócenie
pełnej i widzialnej jedności chrześcijan. Mój umiłowany poprzednik, Sługa
Boży Jan Paweł II podczas wizyty w tym kościele Przenajświętszej Trójcy w
1991 r. przypomniał: Bez względu na to, jak usilnie dążylibyśmy do jedności,
ostatecznie zawsze pozostaje ona darem Ducha Świętego. Będziemy dobrze
przygotowani na przyjęcie tego daru jedynie w takiej mierze, w jakiej uda się
nam otworzyć nasze serca i umysły na jego przyjęcie przez chrześcijańskie
życie, a szczególnie przez modlitwę". Faktycznie, jedności nie zdołamy
Ťzaprowadzićť jedynie własnymi siłami. Jak wspomniałem podczas ubiegłorocznego
spotkania ekumenicznego w Kolonii, możemy ją przyjąć tylko jako dar Ducha
Świętego". Dlatego nasze ekumeniczne dążenia musi wspierać modlitwa,
wzajemne przebaczenie i świętość życia każdego z nas. Wyrażam radość,
że Polska Rada Ekumeniczna i Kościół rzymskokatolicki podejmują, tu w
Polsce, tak wiele inicjatyw w tym zakresie.
Oto
nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go
przebili" (Ap 1, 7). Słowa z Księgi Apokalipsy przypominają nam, że
wszyscy jesteśmy w drodze na ostateczne spotkanie z Chrystusem, kiedy odsłoni
On przed nami sens ludzkich dziejów, których centrum stanowi krzyż Jego
zbawczej ofiary. Jako wspólnota uczniów zmierzamy na to spotkanie z nadzieją
i z ufnością, że będzie to dla nas dzień zbawienia, dzień dopełnienia
wszystkiego, za czym tęsknimy, dzięki naszej gotowości kierowania się
wzajemną miłością, którą wzbudza w nas Jego Duch. Tę ufność budujemy
nie na naszych zasługach, lecz na modlitwie, w której Chrystus odsłania sens
swojego przyjścia i swojej śmierci: Ojcze, chcę, aby także ci, których
Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą
Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata" (J 17, 24).
Zdążając na spotkanie z Chrystusem nadchodzącym na obłokach", głosimy
swoim życiem Jego śmierć, wyznajemy Jego zmartwychwstanie i oczekujemy Jego
przyjścia w chwale. Czujemy związany z tym ciężar odpowiedzialności, wszak
ewangeliczne orędzie Chrystusa, stosownie do Jego prośby, powinno dotrzeć do
każdego człowieka na ziemi, dzięki zaangażowaniu wszystkich, którzy wierzą
w Niego i są wezwani, by świadczyć, że jest On rzeczywiście Posłanym przez
Ojca (por. J 17, 23). Trzeba więc, abyśmy głosząc Ewangelię starali się
utrzymywać relacje pełne wzajemnej, szczerej miłości, tak aby w ich świetle
wszyscy poznali, że Ojciec posłał Syna i tak miłuje swój Kościół i każdego
z nas, jak umiłował Jego (por. J 17, 23). Zadaniem uczniów Chrystusa,
zadaniem każdego z nas staje się więc dążenie do takiej jedności, byśmy
jako chrześcijanie stawali się czytelnym znakiem Jego zbawczego orędzia, które
kieruje do każdego człowieka.
Pozwólcie,
że odwołam się raz jeszcze do wspomnianego już spotkania ekumenicznego, które
odbyło się w tym kościele z udziałem waszego wielkiego Rodaka Jana Pawła II
i do jego wypowiedzi, w której tak oto kreślił wizję wysiłków zmierzających
ku pełnej jedności chrześcijan: Stoi przed nami zadanie przezwyciężania,
krok za krokiem, przeszkód stojących na drodze do (...) wspólnego wzrastania
w jedności, jaką Chrystus na początku obdarzył swój Kościół, który jest
jeden. Waga tego zadania nie dopuszcza pośpiechu i niecierpliwości, ale obowiązek
posłuszeństwa woli Chrystusa wymaga, abyśmy trwali na drodze do pokoju i
jedności wszystkich chrześcijan. Wiemy, że to nie my sami będziemy leczyć
rany powstałe w wyniku rozłamu i przywracać jedność jesteśmy tylko
narzędziami w ręku Boga. Jedność chrześcijan stanie się darem Boga w Jego
czasie łaski. Pokornie zdążamy ku temu dniowi, wzrastając w miłości,
wzajemnym przebaczeniu i zaufaniu".
Wiele
zmieniło się od tamtego spotkania. Bóg pozwolił nam poczynić wiele kroków
ku wzajemnemu zrozumieniu i zbliżeniu się. Pozwólcie, że wspomnę niektóre
z ostatnich wydarzeń ekumenicznych w świecie: publikacja Encykliki Ut unum
sint; uzgodnienia chrystologiczne z kościołami przedchalcedońskimi;
podpisanie w Augsburgu Wspólnej deklaracji w sprawie nauki o
usprawiedliwieniu"; spotkania z okazji Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 i
wspomnienie ekumeniczne świadków wiary XX wieku; wznowienie dialogu
katolicko-prawosławnego w skali ogólnoświatowej, udział przedstawicieli
niemal wszystkich Kościołów i Wspólnot kościelnych w pogrzebie Jana Pawła
II. Wiem, że i tu, w Polsce, braterski ruch ekumeniczny może poszczycić się
konkretnymi osiągnięciami. Wspomnę w tym momencie: podpisanie w roku 2000, również
w tej świątyni, deklaracji o wzajemnym uznaniu ważności Chrztu przez Kościół
rzymskokatolicki i Kościoły zrzeszone w Polskiej Radzie Ekumenicznej;
ustanowienie Komisji ds. Dialogu Konferencji Episkopatu Polski i Polskiej Rady
Ekumenicznej, do której należą biskupi katoliccy i zwierzchnicy innych Kościołów;
powstanie bilateralnych komisji ds. dialogu teologicznego między katolikami a
prawosławnymi, luteranami, polskokatolikami, mariawitami i adwentystami;
publikacja ekumenicznego przekładu Nowego Testamentu i Księgi Psalmów;
inicjatywa, zwana Wigilijnym Dziełem Pomocy Dzieciom", w której
uczestniczą organizacje charytatywne Kościołów: rzymskokatolickiego, prawosławnego
i ewangelickiego.
Dostrzegamy,
że na polu ekumenicznym dokonał się znaczący postęp, a jednak ciągle
oczekujemy czegoś więcej. Pozwólcie, że bardziej szczegółowo zwrócę
dzisiaj uwagę na dwie kwestie. Pierwsza dotyczy spraw związanych z posługą
charytatywną Kościołów. Tak wielu naszych braci oczekuje od nas daru miłości,
zaufania, świadectwa, konkretnej pomocy duchowej i materialnej. Do tej kwestii
nawiązałem w mojej pierwszej Encyklice Deus caritas est. Napisałem w niej, że
miłość bliźniego zakorzeniona w miłości Boga jest przede wszystkim
powinnością każdego poszczególnego wierzącego, ale jest także zadaniem całej
wspólnoty kościelnej, i to na każdym jej poziomie: od wspólnoty lokalnej,
przez Kościół partykularny, aż po Kościół powszechny w jego wymiarze
globalnym. Kościół jako wspólnota winien wprowadzać miłość w czyn"
(n. 20). Nie możemy zapomnieć istotnej zasady, która od początku była
mocnym fundamentem jedności uczniów: We wspólnocie wierzących nie może
być takiej formy ubóstwa, by komuś odmówiono dóbr koniecznych do godnego życia"
(tamże). Ta idea jest ciągle aktualna, chociaż na przestrzeni wieków zmieniały
się formy bratniej pomocy, a znalezienie odpowiedzi na współczesne wyzwania
charytatywne zależy w dużej mierze od naszej wzajemnej współpracy. Wyrażam
radość, że ta sprawa znajduje w świecie szeroki oddźwięk w postaci
licznych inicjatyw ekumenicznych. Z uznaniem stwierdzam, że we wspólnocie Kościoła
katolickiego i w innych Kościołach oraz Wspólnotach kościelnych pojawiły się
nowe, liczne formy działalności charytatywnej, odrodziły się dawne, nabierając
nowego rozmachu. Są to formy, które często łączą ewangelizację z dziełami
miłosierdzia (por. tamże, n. 30 b). Wydaje się, że pomimo wszelkich różnic,
które trzeba przezwyciężyć w międzywyznaniowym dialogu, można tę zasadę
pomocy charytatywnej odnieść także do ekumenicznej wspólnoty uczniów
Chrystusa dążących do pełnej jedności. Wszyscy możemy włączyć się we
współpracę na rzecz potrzebujących, wykorzystując tę sieć wzajemnych
relacji, które zrodził nasz dialog i wspólne działania. W duchu
ewangelicznego nakazu miłości starajmy się podjąć tę pełną troski posługę
względem potrzebujących braci, kimkolwiek są. Z myślą o tym napisałem w
mojej Encyklice: aby świat stał się lepszy, konieczne jest, by chrześcijanie
przemawiali jednym głosem i działali na rzecz Ťszacunku dla praw i potrzeb
wszystkich, zwłaszcza ubogich, poniżonych i bezbronnychť" (por. tamże,
n. 30 b). Życzę więc dzisiaj wszystkim uczestnikom naszego spotkania, by świadectwo
realizowanej w życiu bratniej caritas uczyniło nasze głoszenie światu
Chrystusa bardziej wiarygodnym i coraz bardziej nas zbliżało.
Druga
kwestia, do której pragnę nawiązać, dotyczy życia małżeńskiego i
rodzinnego. Wiemy, że wśród większych i mniejszych wspólnot chrześcijan,
które są powołane do świadczenia o miłości, szczególne miejsce zajmuje
chrześcijańska rodzina. W dzisiejszym świecie, w którym mnożą się relacje
międzynarodowe i międzykulturowe, coraz częściej na założenie rodziny
decydują się młodzi ludzie wywodzący się z różnych tradycji, religii, różnych
wyznań chrześcijańskich. Niejednokrotnie dla nich samych i ich bliskich jest
to decyzja trudna, niosąca różnego rodzaju ryzyko, zarówno dla wytrwania w
wierze i budowania w przyszłości porządku rodzinnego, jak i dla stworzenia
klimatu jedności rodziny, a także dogodnych warunków duchowego wzrostu
dzieci. Może jednak właśnie dzięki tworzeniu w szerszej skali
ekumenicznego dialogu jedności taka decyzja zapoczątkuje w praktyce swego
rodzaju laboratorium jedności. Potrzebne są jednak do tego wzajemna życzliwość,
zrozumienie i dojrzałość w wierze obu stron, jak i wspólnot, z których się
wywodzą. Wyrażam uznanie Komisji Wspólnej Rady Episkopatu Polski i Polskiej
Rady Ekumenicznej, za to, że podjęły prace nad ekumenicznym dokumentem, w którym
wykładają wspólną chrześcijańską naukę o małżeństwie i rodzinie,
ustalają akceptowane przez wszystkich zasady zawierania małżeństw międzywyznaniowych
i wskazują konkretny program duszpasterski obejmujący takie małżeństwa. Życzę
wszystkim, by do tej delikatnej kwestii Kościoły podchodziły z rosnącym
zaufaniem i współpracowały szanując w pełni prawa i odpowiedzialność małżonków
za kształtowanie w wierze własnej rodziny oraz wychowanie dzieci.
Objawiłem
im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś,
w nich była i Ja w nich" (J 17, 26). Bracia i Siostry! Pokładając całą
naszą ufność w Chrystusie, który objawia nam swoje imię, dążmy każdego
dnia do pełni braterskiego pojednania. Niech Jego modlitwa sprawi, aby Jego Kościół
na ziemi, w swej tajemnicy i w swej widzialnej jedności, stawał się coraz
bardziej wspólnotą miłości, która jest odblaskiem jedności Ojca, Syna i
Ducha Świętego.
|